Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta? Jak sposób myślenia zatrzymuje sportowców w połowie drogi.

To pytanie z pozoru banalne, a jednak w głowie zawodnika  ma ogromne znaczenie.

To, jak patrzysz na swoje treningi, na swój rozwój i na swoją drogę, wpływa nie tylko na Twoją motywację, ale też na to, czy w ogóle jesteś w stanie iść dalej wtedy, gdy pojawiają się pierwsze poważniejsze wątpliwości. Możesz myśleć na dwa sposoby:

 „Dopiero jestem w połowie drogi, tyle jeszcze przede mną…”

Albo:

„Już zrobiłem połowę, jeszcze trochę i osiągnę swój cel.”

Na pierwszy rzut oka różnica jest niewielka. W praktyce — to dwa zupełnie inne światy w głowie sportowca.

Z własnego biegowego doświadczenia wiem, że znacznie korzystniej wypada ta druga opcja. Musiałem się jej nauczyć, bo moje początki wcale nie wyglądały tak, jakbym tego chciał. Gdy biegniesz półmaraton, bardzo często właśnie w okolicach 10 kilometra zaczynasz tworzyć w głowie swój wewnętrzny „Mordor”. Pojawiają się myśli, że to jeszcze tyle drogi. Dochodzą głosy zwątpienia, zmęczenia, czasem nawet wewnętrzny gremlin, który podpowiada, że najlepiej byłoby usiąść i odpuścić.

W tej pierwszej wersji myślenia cały czas skupiasz się na tym, jak daleko jeszcze do mety. Na tym, ile jeszcze bólu, zmęczenia i wysiłku przed Tobą. Każdy kolejny kilometr ciąży, zamiast dodawać siły.

W drugiej opcji dzieje się coś zupełnie innego. Pojawia się więcej wiary w siebie. Zaczynasz kojarzyć drogę z odliczaniem do czegoś przyjemnego — jak do świąt, urodzin, wakacji. Każdy kolejny kilometr jest jak odcięcie następnego kuponu. Jeden mniej. Jeden bliżej. Jeden dowód, że naprawdę idziesz do przodu.

I dokładnie tak samo działa to w sporcie, w rozwoju i w życiu.

W pracy mentalnej ze sportowcami bardzo często widzę, że wielu z nich żyje w przekonaniu, że „tyle jeszcze”, że „jeszcze są daleko”. Gdy jednak zaczynamy się przyglądać ich drodze, okazuje się, że oni już dawno nie są na starcie. Mają za sobą lata treningów, starty, porażki, pierwsze sukcesy, kontuzje, powroty, zmiany trenerów, zmiany nastawienia. Tyle doświadczeń, tyle pracy, tyle wyrzeczeń.

Problem w tym, że oni tego nie widzą.

Nie prowadzą dzienników. Nie zapisują swoich postępów. Nie wracają do wyników sprzed roku czy dwóch. Nie mają miejsca, do którego mogliby wrócić w chwili zwątpienia i powiedzieć sobie: „Zobacz, ile już zrobiłeś”. W ich głowie zostaje głównie to, czego jeszcze brakuje. To, co jeszcze nieidealne. To, co jeszcze nieosiągnięte.

A gdy przychodzi kryzys, głowa nie ma się czego chwycić. Nie ma dowodów na to, że potrafią. Nie ma wspomnień zwycięstw, przełamań, chwil, w których dali radę mimo wszystko. Zostaje tylko poczucie, że droga jest za długa, a oni są za słabi.

Najważniejszą kwestią nie jest dziś to, ile jeszcze zostało do mety. Najważniejsze jest to, czy potrafisz zobaczyć, jaką drogę już pokonałeś. Ile pracy już włożyłeś. Ile razy się podniosłeś. Ile przeszkód masz już za sobą.

Bo dopiero wtedy ta droga przestaje być tylko walką. Zaczyna być również źródłem siły.

Możesz skupiać się na tym, czego Ci brakuje.

Albo możesz zacząć dostrzegać każdy mały krok, który już wykonałeś.

I to właśnie Ty wybierasz, czy zobaczysz progres czy tylko braki.

Więc jak dziś spojrzysz na swoją szklankę?

Marek Kojda   @celuj.glowa

Podobne wpisy